Archive for the ‘Archiwa z Cyfrowego Druku’ Category

Jan Paweł II łodzianinem!

Thursday, May 22nd, 2003

Jan Paweł II przyjął wczoraj tytuł Honorowego Obywatela Miasta Łodzi. Klucze do miasta i złoty pierścień z herbem Łodzi wręczyli Ojcu Świętemu Jerzy Kropiwnicki, prezydent Łodzi i Sylwester Pawłowski, przewodniczący Rady Miejskiej.

– Życzę waszemu miasta pomyślnego rozwoju dla dobra wszystkich obywateli – usłyszeli od Papieża łodzianie.

– Pierścień to znak zaślubin z naszym miastem – powiedział nam Jerzy Kropiwnicki. – Jestem pod olbrzymim wrażeniem spotkania z Ojcem Świętym, jesteśmy niezwykle wdzięczni za bardzo miłe przyjęcie w Watykanie. Początkowo mieliśmy mieć inne miejsce na placu, ale m.in. dzięki arcybiskupowi Władysławowi Ziółkowi udało nam się trafić tuż przed same schody. Cała nasza grupa mogła również zbliżyć się do Papieża i wykonać cenne pamiątkowe zdjęcie. Pierwotnie nasz udział w audiencji miał się ograniczyć do wręczenia darów.

Wiceprezydenci Łodzi przekazali Papieżowi certyfikat nadania honorowego obywatelstwa miasta oraz przedstawili sztandar do błogosławieństwa. Przedstawiciele radnych przekazali obrusy uszyte przez łódzką firmę oraz album ze zdjęciami tablic, upamiętniających 15. rocznicę wizyty Papieża w Łodzi, wmurowanych w trzech punktach miasta.

Podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra w Rzymie łódzka delegacja siedziała w pierwszych rzędach. Wszyscy radni byli przepasani szarfami w barwach miasta: żółto-czerwonymi. Przed nimi stał sztandar z gabinetu prezydenta.

Radni i ich rodziny byli nie tylko doskonale widoczni, ale i głośni. Skandowali „Łódź kocha Papieża”, a gdy Jan Paweł II, podczas czytania tekstu w języku hiszpańskim kichnął, krzyknęli głośno „Na zdrowie!”. Papież uś-miechnął się i usłyszano ciche „dziękuję”.

Autor artykułu: (mal)

Zakaz transferów zatrzymał Zająca

Wednesday, May 21st, 2003

Prawie do zera zmalały szanse nowego piłkarza Widzewa Marka Zająca na grę w dzisiejszym meczu przeciwko Pogoni Szczecin. Wczoraj PZPN na łódzki klub nałożył zakaz transferów!

Kara ta nałożona została do czasu uregulowania zaległości finansowych wobec Włókniarza Mirsk, wynikających z tytułu transferu Ireneusza Chrzanowskiego do Widzewa. Cofnięto także uprawnienia tego piłkarza do gry w Widzewie Łódź.

Jedyną nadzieją na to, aby Marek Zając zagrał dziś w Widzewie jest to, że działacze klubu z al. Piłsudskiego zapłacą całą należność Włókniarzowi Mirsk, pojadą do PZPN i zatwierdzą zawodnika, a następnie wyślą go w długą podróż do Szczecina. Mało to prawdopodobne, zwłaszcza że trudno byłoby zawodnikowi wystąpić po kilkugodzinnej podróży.

Marek Zając, mierzący 186 cm, to prawy obrońca, mający za sobą występy w krakowskiej Wiśle. Po opuszczeniu podwawelskiego grodu znalazł się w Zagłębiu Lubin, ale klub ten nie wywiązał się z przyjętych zobowiązań w stosunku do piłkarza i decyzją PZPN Marek Zając stał się wolnym zawodnikiem.

Jeszcze przed ogłoszeniem zakazu transferów rozmawialiśmy z Markiem Zającem.

* Dlaczego zdecydował się pan przyjść do Widzewa?

Marek Zając: – Z tej przyczyny, że w Wiśle szkolił mnie swego czasu trener Franciszek Smuda, grałem tam też wspólnie z Kazimierzem Węgrzynem

– słyszymy w odpowiedzi. W Widzewie znam ponadto dobrze kilku innych kolegów z boiska. W łódzkim klubie nie czuję się więc obco.

* Jak długo pozostanie pan w Widzewie?

– Kontrakt podpisałem tylko do zakończenia mistrzostw I ligi. A potem zobaczę, gdzie mnie rzuci los.

Wczoraj o godz. 10 kilkunastominutową rozgrzewkę z pierwszą kadrą piłkarską Widzewa przeprowadził trener Tomasz Muchiński. Potem, już pod okiem trenera Franciszka Smudy, rozegrano krótki sparring wewnętrzny, a na zakończenie przerabiano warianty wykonywania rzutów rożnych w połączeniu z walką o piłkę na przedpolu bramkowym.

W zajęciach nie uczestniczył Maciej Scherfchen, który był w tym czasie na badaniach w Warszawie. Jego udział w spotkaniu z Pogonią stoi pod znakiem zapytania. Zabrakło również Roberta Dymkowskiego, który od niedzieli przebywa na rodzinnym święcie w Szczecinie. Jemu nic nie dolega, więc będzie do dyspozycji trenera Franciszka Smudy.

Po treningu i obiedzie, piłkarze Widzewa wczoraj udali się autokarem do Szczecina.

– To bardzo ważne dla nas spotkanie i musimy je wygrać, chociaż z całą pewnością droga do osiągnięcia tego celu nie będzie łatwa, o czym świadczy postawa piłkarzy Pogoni w rundzie wiosennej – twierdzi Piotr Włodarczyk.

W meczu przeciwko Pogoni, który rozpoczyna się o godz. 18, widzewiacy wybiegną na boisko prawdopodobnie w takim zestawieniu: Robakiewicz – Giuliano, Węgrzyn, Stasiak, Urbaniak – Rachwał, Terlecki, Podbrożny, Monteiro – Włodarczyk, Dymkowski.

Autor artykułu: (m. st.)

Pokonali mistrzów!

Monday, May 19th, 2003

Zespół Express Ilustrowany Budowlani czarno na białym udowodnił, gdzie dziś najlepiej gra się w rugby w Polsce. Łodzianie pokonali mistrzów Polski – Lechię 26:15.

Expressowi Budowlani, bez względu na wynik ostatniego meczu z Ogniwem Sopot (24 bm. o godz. 15 w Łodzi), zostali najlepszą drużyną sezonu zasadniczego. W walce o medale, w półfinałowym pojedynku łodzianie spotkają się 14 czerwca na własnym boisku z Budowlanymi Lublin. Zwycięzca tego spotkania walczyć będzie o tytuł mistrza Polski, przegrany o brązowy medal. W drugim półfinale spotkają się teamy z Wybrzeża: Lechia Gdańsk i Ogniwo Sopot.

Od pierwszej do ostatniej minuty meczu z Lechią łodzianie nadawali ton, decydowali o przebiegu wydarzeń i zasłużenie wygrali. Już po 14 minutach prowadzili 10:0.

Najpierw wykorzystał rzut karny, świetnie kopiący piłkę w tym spotkaniu Piotr Gomulak. Później jego udany blisko 40-metrowy przekop pod pole punktowe rywali pozwolił łodzianom przeprowadzić akcję zakończoną przyłożeniem piłki przez Krzysztofa Hotowskiego. Piotr Gomulak dołożył swoje dwa punkty z podwyższenia.

Mistrzowie Polski, choć walczyli dzielnie i twardo, w pierwszej połowie byli w stanie odpowiedzieć tylko jednym udanym kopem z karnego w wykonaniu Adama Latopolskiego. Łodzianie szybko odrobili tę stratę, gdy Piotr Gomulak kopiąc piłkę z odległości ponad 40 metrów, trafił między słupy bramki Lechii.

W 65 min. znów pewnym egzekutorem karnego okazał się Piotr Gomulak. Expressowi Budowlani prowadzili już 19:3 i wydawało się, że nic im już nie może się stać. W rugby jednak nikt tak łatwo się nie poddaje. Lechia walczyła do końca. Po akcji Stanisława Więciorka i Adama Latopolskiego goście uzyskali 7 punktów i łodzianie prowadzili już tylko 19:10.

Pięć minut później doszło do akcji, która zdecydowała o losach spotkania. We własnym polu punktowym piłkę próbował łapać Adam Latopolski. Jajowata piłka wyczyniała istne harce. Dwa razy odbijała się od ziemi, obok rąk gdańszczanina. Wykorzystał ten błąd obrońcy Łukasz Wieczorek, który odważną, szybką szarżą przechwycił piłkę, przyłożył ją do ziemi i zdobył pięć bezcennych punktów. Kolejny udany kop Piotra Gomulaka ostatecznie pognębił rywali.

Najlepsi zawodnicy meczu: Krzysztof Serafin, Tomasz Cisak i Łukasz Wieczorek otrzymali w nagrodę od sponsorów radioodbiornik i walkmany.

Express Ilustrowany Budowlani Łódź – Lechia Gdańsk 26:15 (13:3)

Punkty: dla Expressowych Budowlanych: Piotr Gomulak 16, Krzysztof Hotowski i Łukasz Wieczorek po 5, dla Lechii: Stanisław Więciorek 10, Adam Latopolski 5.

Express Ilustrowany Budowlani: Dutkiewicz (55, Liedel), Królikowski, Piasecki, Białkowski (55, Fortuna), Prach (41, Matczak), Cisak (73, Gil), K. Serafin, Prasał, Lublin (60, Zając), Gomulak, Wieczorek, Figura (9, Zabłocki, 75, Kraska), A. Mrowicki, Hotowski, Maciejewski.

W pozostałych meczach grupy mistrzowskiej: Ogniwo Sopot – Budowlani Lublin 15:14 (5:6), Orkan Sochaczew – Arka Gdynia 19:12 (16:0)

Autor artykułu: (pas)

Komplet widzów

Monday, May 19th, 2003

Na stadionie Widzewa stawił się komplet – 11 tysięcy widzów, w tym około 500 fanów warszawskiej Legii. Doping był fantastyczny i wszyscy musieli być pod jego wrażeniem, ale… Nie doszło do regularnej bitwy, jaka miała miejsce jesienią w Warszawie. Nie było jednak spokojnie.

W czasie przedmeczowej rozgrzewki kilkudziesięciu sympatyków Widzewa wbiegło na płytę boiska, a w tym czasie kibice Legii toczyli walki z policjantami. Stanowcza interwencja policji zapobiegła awanturom. W przerwie policjanci ukrócili wojnę na kamienie między fanami łódzkiego i warszawskiego klubu.

To jeszcze raz dowodzi, że obecność policji na meczach podwyższonego ryzyka, jest nieodzowna.

Autor artykułu:

Włókniarz mistrzem Polski

Monday, May 19th, 2003

Doskonale w mistrzostwach Polski zapaśników stylu wolnego spisali się zawodnicy łódzkiego Włókniarza. Podopieczni trenera Pawła Krupińskiego wywalczyli tytuł drużynowych mistrzów Polski.

Równie udanie wypadli łodzianie w walkach indywidualnych. Zapaśnicy Włókniarza zdominowali kategorię 60 kg. Złoty medal zdobył Łukasz Góral, pokonując w finale swojego kolegę klubowego Adriana Mazana.

Wicemistrzem Polski w wadze 66 kg został Damian Świetlik, który w finale przegrał z Lucjanem Grzelakiem (Megawolt Koszalin). Srebrny medal wywalczył także w wadze 96 kg Bartłomiej Bartnicki. Trzecie miejsce w wadze 74 kg przypadło Krzysztofowi Grzywniakowi, a piąte Szymonowi Piątkowskiemu. Wiktor Skrobacz (120 kg) był piąty.

Zapaśniczka stylu wolnego łódzkiego Włókniarza Monika Kowalska potwierdziła, że nie ma sobie równych w kraju. Łodzianka zdobyła mistrzostwo Polski w wadze 72 kg, pokonując w finale Paulinę Petrykowską (Gwardia Warszawa). Przypomnijmy, że nie tak dawno temu wywalczyła brązowy medal mistrzostw Europy.

Inna zawodniczka Włókniarza Joanna Piasecka zdobyła brązowy medal w wadze 51 kg. W kategorii 67 kg piąte miejsce przypadło Izabeli Kozerze. W klasyfikacji klubowej zwyciężył Agros Żary, przed Gwardią Warszawa, Dębem Brzeźnica i Włókniarzem Łódź.

Autor artykułu: (hof)

Wygramy z Lechią!

Thursday, May 15th, 2003

W sobotę w Łodzi o godz. 14 dojdzie do meczu na szczycie ligi rugby. Drużyna Express Ilustrowany Budowlani zmierzy się z mistrzem Polski – Lechią Gdańsk w pojedynku o miano najlepszego zespołu sezonu zasadniczego.

Zapowiadają się nie lada sportowe emocje.Pojedynek zadecyduje, która z drużyn przystąpi z lepszej pozycji do batalii w play off. Przypomnijmy, że w decydującej fazie walki o medale rozgrywa się jedno spotkanie na boisku drużyny sklasyfikowanej wyżej po rundzie zasadniczej.

Na temat ekscytującego pojedynku oraz występów w reprezentacji Polski rozmawiamy z liderem klasyfikacji na najlepszego rugbistę Łodzi, ubiegłorocznym laureatem, skrzydłowym – Krzysztofem Hotowskim.

* Zebrał pan bardzo dobre recenzje po meczu Polska – Holandia. Fachowcy twierdzili, że należał pan do najlepszych graczy tego pojedynku.

Krzysztof Hotowski: – Miło mi słyszeć te słowa. Jestem zadowolony ze swojego występu, ale… stać mnie na więcej. Wciąż dokucza mi kontuzja. Mam naciągniętą torebkę stawową, co sprawia, że nie gram tak, jak bym naprawdę chciał.

* Dlaczego w tym spotkaniu zabrakło rugbistów Lechii Gdańsk?

– Oni uznali, że najważniejszą dla nich sprawą jest ligowy pojedynek z Expressowymi Budowlanymi i na sobotę szykują wszystkie swoje siły. Oszczędzali się na mecz z nami. Należy się spodziewać, że będą w bardzo dobrej dyspozycji.

* Jesteśmy w stanie ich pokonać?

– Oczywiście. Nigdy się ich nie baliśmy i teraz jest podobnie. Na dodatek gramy przed własną publicznością, która będzie naszym dodatkowym zawodnikiem. Spodziewam się twardej, męskiej walki. Jestem jednak przekonany, że wygramy ten pojedynek. Po treningach widać, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do tej próby, tworzymy monolit, w którym obowiązuje zasada: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Ja mogę zapewnić, że nie będę się hamował, dam z siebie wszystko.

* Czy zaskoczycie czymś rywali?

– Mamy parę nowinek taktycznych, których rywal się nie spodziewa. Myślę, że to może być klucz do sukcesu. Mogę zdradzić, że trener szykuje dla mnie nową pozycję i nową rolę na boisku. Takich niespodzianek będzie więcej.

* A jak panu się studiuje w Katedrze Wychowania Fizycznego i Zdrowotnego Uniwersytetu Łódzkiego?

– Na razie wszystko zaliczyłem i zdałem. Sesja letnia przede mną.

Autor artykułu: (pas)

Łódzki żużlowiec w Grand Prix

Thursday, May 15th, 2003

Walka o mistrzostwo świata na żużlu rozpoczyna się w najbliższą sobotę turniejem na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Tegoroczna rywalizacja Grand Prix interesować będzie także łódzkich fanów speedwaya, bowiem wśród najlepszych jest zawodnik Towarzystwa Żużlowego Łódź – Duńczyk Bjaerne Pedersen.

Nasze miasto wcześniej w mistrzostwach świata reprezentował jedynie Amerykanin Sam Ermolenko, który jako zawodnik ŁTŻ startował w Grand Prix.

Bjaerne będzie się ścigał z nr 20. Nie należy do faworytów, a jest to jego drugi start w Grand Prix. W ubiegłorocznych rozgrywkach startował z „dziką kartą”, zdobył 10 punktów i zajął 26. pozycję.

12 lipca skończy 25 lat, a zatem cała kariera jeszcze przed nim. Duńczyk startuje w trzech ligach: polskiej w TŻ Łódź, angielskiej w Pool i szwedzkiej w Vastervik. Jego klubowym kolegą w Pool jest m.in. Tony Rickardsson, a w Vastervik startuje wraz z Tomaszem Gollobem i dla tej drużyny zdobywa więcej punktów niż Polak.

Gwiazdą pierwszej wielkości jest Duńczyk w teamie Towarzystwa Żużlowego Łódź. W trzech meczach Bjaerne zdobył 41 punktów. Towarzyszyliśmy Pedersenowi w czasie jego wyprawy na ostatni mecz TŻ Łódź w Krośnie. Duńczyk przyleciał do Rzeszowa z Anglii via Kopenhaga i Warszawa. A później poprowadził łódzki team do zwycięstwa!

Wracając do chorzowskiego Grand Prix, wystartuje w nim sześciu Polaków. Czterech pełnoprawnych uczestników teogrocznego cyklu: Tomasz Gollob, Krzysztof Cegielski, Piotr Protasiewicz, Tomasz Bajerski oraz dwóch z „dzikimi kartami”: Rafał Kurmański i Sebastian Ułamek.

Tytułu broni Szwed Tony Rickardsson. Tomasz Gollob uplasował się na siódmej pozycji. Które miejsce zajmie łódzki Duńczyk Bjaerne Pedersen?

Autor artykułu: (dk)

Za kogo płacimy 200 tys. złotych?

Thursday, May 15th, 2003

Parę lat temu grono tęgich umysłów wymyśliło Wojewódzką Federację Związków Sportowych. Już na początku działalności ten nowy twór w sportowym środowisku wzbudzał emocje. Już wówczas nie brakowało głosów, że stworzono go tylko po to, by kilku znajomych ówczesnej władzy otrzymało ciepłe i wygodne posadki. Nikt się jednak głośno nie odzywał, bo po co się narażać urzędnikom, od których zależą pieniądze na sport młodzieżowy.

Do tej pory nie bardzo wiadomo, komu federacja tak naprawdę podlega. Pewne jest tylko to, że dzieli dla łódzkich związków sportowych pieniądze pochodzące od sejmiku wojewódzkiego i Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, a więc wychodzi na to, że jest tylko pośrednikiem przy przepływie środków finansowych.

Może nie warto byłoby się zajmować tym dziwnym tworem, gdyby nie ostatnie fakty, które ujrzały światło dzienne. Okazuje się, że oddana i niestrudzona działalność siódemki urzędników kosztowała w minionym roku WFZS ponad 200 tysięcy złotych. Przeprowadzenie kilku szybkich prostych matematycznych obliczeń wskazuje, praca każdego z urzędników warta była prawie 2400 złotych miesięcznie.

Okazje się, że ludzie dzielący nasze wspólne pieniądze nie mogli się obyć bez telefonów komórkowych, wysokich ryczałtów na prywatne samochody, no i oczywiście premii, które przyznali sobie za wzorową działalność na sportowej niwie… W tym wypadku zapachniało jednak skandalem.

Owszem gdyby była to prywatna firma, to nie odezwałbym się nawet jednym słowem. Właściciel i jego ludzie zarabiają na życie i mają prawo wydawać firmowe pieniądze na co im się podoba.

Dla wielu ludzi te wszystkie wydatki federacji są bardzo dziwne, bo przecież to do WFZS ciągnęły pielgrzymki prezesów związków, liczących na to, że uda się urwać jak największy kawałek z pańskiego tortu. Służbowe wyjazdy urzędników i pieniądze na telefony komórkowe, to chyba przesadna rozrzutność.

Przecież za 200 tysięcy złotych można by wysłać blisko 700 młodych zawodników z niezbyt zamożnych rodzin na zgrupowania sportowe. Po co, jednak myśleć o takich błahostkach, skoro tę kasę woleli przejeść sami urzędnicy.

Oczywiście natychmiast odezwą się oburzeni urzędnicy, że ktoś to musi przecież robić. Owszem i z tym się zgadzam, tylko dlaczego potrzebny jest do tego wszystkiego pośrednik? Przecież w sejmiku wojewódzkim jest specjalna komórka czyli Departament Nauki Kultury i Sportu. Czyżby jej ludzie aż tak byli zapracowani, że nie znajdą chwili czasu na sport?

Skoro już jesteśmy przy sejmiku wojewódzkim. Pieniądze dla WFZS podobnie jak dla Szkolnego Związku Sportowego Województwa Łódzkiego przekazuje właśnie departament Nauki Kultury i Sportu, którego szefem jest Andrzej Sontag. Wiele wskazuje na to, że byłemu olimpijczykowi obca jest chyba zasada fair play. Okazuje się, że w minionym roku Sontag został właśnie przez zarząd SZS woj. łódzkiego (aby było ciekawiej jest jego wiceprezesem) uhonorowany nagrodą pieniężną. Gdyby chodziło o okolicznościową plakietkę i symboliczny pucharek nie byłoby sprawy.

Zastanawiam się, jak nazwać taki proceder, w którym dzielący pieniądze ma otrzymać nagrodę od tych, którzy są ich odbioracami. Ciśnie się na usta pewne słowo, ale to przecież chyba niemożliwe…

Autor artykułu: (hof)

Kto kupi łódzkie elektrociepłownie?

Tuesday, May 13th, 2003

Trzy zachodnie koncerny chcą kupić łódzkiego monopolistę w produkcji ciepła i prądu – Zespół Elektrociepłowni SA.

– Prywatyzacja nie oznacza podwyżek – zapewniają szefowie Zakładu.

Wartość transakcji szacuje się na kilkaset milionów dolarów, zależnie od tego jaki pakiet akcji uda się sprzedać Ministerstwu Skarbu Państwa i za jaką cenę. Do kupienia jest 85 proc. akcji.

Wszystkie firmy zainteresowane łódzkim ZEC SA od kilku lat działają w Polsce. Szwedzki Vatenfall (28 tys. pracowników w 12 krajach) ma większość akcji Elektrociepłowni Warszawskich, jest też mocno usadowiony na Śląsku.

Francuski SNET (Societe Nationale d’Electricite et de Thermique; działa od Chin po Turcję) za 49 mln euro kupił udziały w białostockiej elektrociepłowni, a Dalkia (37 tys. pracowników w 30 krajach) zarządza miejską siecią ciepłowniczą m.in. w Poznaniu.

Ministerstwo spodziewało się znacznie większego zainteresowania łódzkim producentem ciepła i prądu. W ZEC SA można usłyszeć, że przyczyną mogło być żądanie prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego wstrzymania prywatyzacji, póki z ZEC nie zostanie wyłączona i oddana miastu sieć cieplna. Prezydent przekonuje, że jeśli tak się nie stanie, ceny ciepła i prądu mogą w Łodzi znacznie wzrosnąć.

– Nie zdrożeje ciepło ani prąd. Jest nawet szansa, by za kilka lat ich ceny spadły – mówi jednak „Expressowi” Jerzy Bogacz, główny specjalista ds. restrukturyzacji w Zespole Elektrociepłowni SA. – Przekazanie miastu sieci cieplnej jest bardzo mało prawdopodobne. Próbowali już tego dokonać niemal wszyscy poprzedni prezydenci miasta.

Autor artykułu: (kow)

Prezes ŁKS Roman Stępień: Zwiększyliśmy szanse utrzymania

Monday, May 12th, 2003

Prezes ŁKS Roman Stępień przed meczem serdecznie przywitał się z prezesem Piotrcovii Mirosławem Czesnym. Obaj panowie oglądali mecz jednak osobno, a dużo bardziej boiskowe wydarzenia przeżywał sternik łódzkiego klubu.

– Wierzyłem w zwycięstwo – powiedział po spotkaniu prezes Roman Stępień.

– Bardzo potrzebowaliśmy trzech punktów, z czego zdawali sobie sprawę zawodnicy. Zagrali z olbrzymią determinacją i potrafili zwyciężyć wyżej klasyfikowanego rywala na jego terenie. To był triumf ambicji.

* Czy można mówić o zwiększeniu szans na utrzymanie w II lidze?

– Na pewno, choć to jeszcze nie koniec walki. Wygrana nad Piotrcovią pozwoliła nam złapać kontakt z innymi zagrożonymi degradacją drużynami. Ale przed nami kolejne mecze o życie. Tak będzie do ostatniego meczu sezonu. Wierzę jednak, że nasi młodzi piłkarze w tak dużej presji będą zwyciężać.

* Spotkał się pan z zawodnikami po zwycięskim meczu?

– Tak. Serdecznie im pogratulowałem zwycięstwa. Zasłużyli na słowa uznania.

* Do Piotrkowa przyjechało wielu kibiców ŁKS. Dopingowali swą drużynę znakomicie…

– Jestem pod wrażeniem kulturalnego zachowania naszych kibiców. Rzeczywiście przyjechało do Piotrkowa wielu naszych fanów. To świadczy o tym, że są na dobre i na złe z zespołem. Ich doping bardzo pomógł drużynie. Wszystkim naszym sympatykom chcę serdecznie podziękować.

* Najbliższym rywalem łodzian będzie Arka Gdynia…

– I tak, jak mówiłem, czeka nas kolejna walka o życie.

* Pańska broda staje się coraz dłuższa…

– Nie ogolę się do czasu, kiedy będziemy pewni utrzymania w II lidze. Na razie mój zarost przynosi nam szczęście, wygrywamy mecze i dlatego o goleniu nie ma mowy.

Autor artykułu: (dk)